Zrobię to, Brian!

Zrobię to, Brian!

Aktualności

Niektóre piosenki są jak listy pożegnalne. Ale są też takie, które stają się pomnikami odwagi i ducha. Jedną z nich jest „The Show Must Go On” – utwór Queen, który zamykał album „Innuendo”. Choć Freddie Mercury był już wtedy ciężko chory, nie tylko go zaśpiewał. On go w siebie wlał.


Wszystko zaczęło się od jednego riffu

Brian May wspomina, że inspiracja przyszła nagle. Usłyszał fragment podkładu Rogera Taylora i Johna Deacona i w jego głowie pojawiła się melodia – okrężny riff, który nie chciał się skończyć. Początkowo nie było słów, tylko muzyka i tytuł: „The Show Must Go On”. Brian miał wątpliwości. Brzmiało to zbyt banalnie? Może nawet tandetnie?

Ale Freddie nie miał wątpliwości:
„Absolutnie! To będzie działać. Róbmy to.”


Freddie i Brian – ostatnia wspólna sesja twórcza

Obaj zasiedli razem i zaczęli pisać tekst do pierwszej zwrotki. Dla Mercury’ego to była zwykła twórcza praca – żadnych aluzji, żadnych wielkich słów o chorobie. Ale Brian wiedział, co to znaczy. Obaj wiedzieli. I choć nie padło ani jedno słowo o tym, co naprawdę ich łączyło w tej chwili – wszystko było między wersami.

Po tym spotkaniu Freddie zniknął na długo. A Brian został sam z niedokończoną piosenką i świadomością, że może już nigdy jej nie skończą.


„Moja dusza jest pomalowana jak skrzydła motyli”

To była jedna z tych linijek, które spadły na Briana „jak dar od Boga”. Tak mówi. Obudził się z tym zdaniem w głowie i wiedział, że to Freddie powinien je zaśpiewać. I choć Freddie nigdy nie pisał o sobie wprost – Brian postanowił napisać je za niego.

Utwór rósł. Kolejne zwrotki powstawały z siłą emocji i rozpaczy, ale też piękna. I kiedy Freddie znów pojawił się w studiu – był już innym człowiekiem. Osłabiony. Cierpiący. Ledwo stojący.


„Zrobię to, Brian!”

Brian był przekonany, że usłyszy od przyjaciela narzekanie. Że to za wysoko, za trudne, zbyt dramatyczne. Ale Freddie tylko spojrzał na demo, wypił dwa kieliszki wódki, stanął przy mikrofonie i rzucił:
„Zrobię to, Brian!”

Wszedł w wokal, jakby ostatni raz w życiu miał coś powiedzieć światu. Wykonał trzy, może cztery podejścia. I rozbił wszystko na kawałki. Brian był porażony. Freddie w tym nagraniu sięgnął miejsca, do którego nawet on sam wcześniej nie dotarł.


Największy showman – do samego końca

Dla Briana May’a to była chwila, w której muzyka stała się czymś więcej. Piosenka była już nie tylko o klaunie, który maluje uśmiech mimo cierpienia. Ona była Freddiem.

I chociaż nigdy nie rozmawiali wprost o tym, co się działo, to właśnie dzięki tej piosence świat zrozumiał, jak wiele Freddie przekazał… bez słów.

Related Posts