Zaczęło się od zwykłego remontu… a skończyło na odkryciu skarbu, który mógł zmieniać bieg historii. W siedzibie Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie robotnicy natrafili na kamienną matrycę służącą do fałszowania banknotów w czasie niemieckiej okupacji. Choć na pierwszy rzut oka wyglądała niepozornie — okazała się jednym z nielicznych zachowanych dowodów działalności konspiracyjnych drukarzy polskiego podziemia.
Deski, kurz i… fałszywe złotówki
Podczas remontu stuletniego budynku BGK przy Alejach Jerozolimskich ekipa budowlana trafiła na coś nietypowego pod podłogą jednej z antresoli. Kamienna płyta wielkości 18 na 19 centymetrów, idealnie wyszlifowana, z lustrzanym odbiciem awersu i rewersu banknotu o nominale „jeden złoty”.
Na kamieniu wyraźnie widać było napisy: „BANK EMISYJNY W POLSCE”, „JEDEN ZŁOTY”, a także zestawy liter i cyfr służących do oznaczeń serii. Eksperci szybko ustalili, że nie był to oryginał, lecz matryca do fałszowania tzw. „młynarek” – okupacyjnych banknotów, które krążyły w Generalnym Gubernatorstwie.
Fałszywki w słusznej sprawie
W czasie II wojny światowej polskie podziemie prowadziło nie tylko akcje zbrojne, ale też skrupulatne działania finansowe. Jednym z nich było fałszowanie okupacyjnych banknotów, które zasilały działalność konspiracyjną.
Banknoty te – „młynarki” – nie miały nic wspólnego z młynami. Nazwa pochodziła od Feliksa Młynarskiego, byłego prezesa Banku Polskiego, który został szefem okupacyjnego Banku Emisyjnego.
Fałszerze nie mogli korzystać z legalnych metod druku – zamiast tego używali techniki litograficznej. Polegała ona na rysowaniu tłustą kredką po specjalnym kamieniu (najlepszy to wapień jurajski), a następnie odbijaniu tego obrazu bezpośrednio na papierze. Wymagało to ogromnej precyzji i dostępu do odpowiednich materiałów.
Ślad po niewidzialnych bohaterach
Co ciekawe, na odkrytej matrycy brakuje jednego elementu — ozdobnego tła tzw. gilosza, który znajdował się na oryginalnych banknotach. To kolejny dowód na to, że matryca nie miała legalnego pochodzenia. Oryginalne pieniądze drukowano w dużych arkuszach — fałszywki były odbijane pojedynczo.
To odkrycie to prawdziwa sensacja dla historyków. Nie tylko ze względu na rzadkość tego typu pamiątek, ale też dlatego, że zachowała się w doskonałym stanie, ukryta przez dziesięciolecia tuż pod stopami warszawiaków.
Historia jak z kryminału
Czy ktoś celowo ukrył matrycę? Czy miała jeszcze zostać użyta? A może ukryto ją w pośpiechu podczas jednej z niemieckich łapanek? Tego pewnie się nie dowiemy. Ale jedno jest pewne — to pamiątka po ludziach, którzy walczyli nie tylko bronią, ale też sprytem, wiedzą i odwagą.